Jak część z Was wie od ponad pół roku po kliku incydentach zawału serca siedzę w domu.
Słyszę dookoła jaki to powinienem być zadowolony z tego faktu…

Jakby to powiedzieć? Większej bzdury nie słyszałem.
Nikomu nie życzę „wypoczynku” jaki oferuje utrata zdrowia. Codzienne zmagania się z problemem w poruszaniu się, strachu przed nadmierną ekspresją, ciągły strach czy dzisiaj się nie przewrócę po interwencji ICD.

Z moim temperamentem jest to zwykłe więzienie na dodatek dobremu samopoczuciu nie sprzyja stan finansowy.
Każdy miesiąc przynosi kolejne problemy a lekceważenie lekarzy którzy od pół roku nie potrafią wysłać stosownej wiadomości o moim stanie zdrowia do pracodawcy to zwykłe barbarzyństwo!

Nie wspomnę a właściwie wspomnę że kolejny szpital wciąż zwleka z ewentualną operacją ablacji. Na co? Nie mam pojęcia. Może lekarzy pociesza fakt że siedząc w domu nie ma ataków ICD a co za tym idzie nie widzą powodu do operacji.

Wszystko to sprawia że coraz trudniej mi myśleć o przyszłości związanej z zawodową pracą dla kogoś.

Czas pomyśleć o finansach z którymi tak źle nie było nigdy.
Nie mogę siedzieć na kanapie i zaliczać kolejne „dzieła” Netflixa.
To nie dla mnie.

Zatem wracam do fotografii, do tego co robię najlepiej i co kocham najbardziej.
Mam nadzieję że dam radę, trzymajcie kciuki.

By